Od długiego czasu miałam wielką ochotę na inne lalki niż Super Dollfie. Planowałam zabawić się w customizera. Jednocześnie od początku marzyłam o czymś kiczowato mangowym jako zbolały do granic otaku.
Monster High są wymiotogenne od zbyt częstego oglądania. DD i Azone odrzuciły mnie ceną, podobnie Mamachapp - są nieziemskie, ale za cenę jednej mogłabym kupić dorodnego Sooma (czaicie żart ? No bo sum to taka ryba. It just happens !). Licca do mnie przemówiła, ale wyglądem przypominała moje MSD.
Postanowiłam zaszaleć i kupić jakieś dziwactwo. Wybór przypadkowo padł na ddunga za sprawą jakiejś dzikiej amerykanki na DA. W tym samym dniu kupiłam własne maleństwo. Po czym z chłopakiem poszliśmy do chińskiego centrum w poszukiwaniu pokerowych kart do wietnamskiej odmiany gry w bilard (nie śmiejcie się bo zjedzą wam koty), gdzie kupiłam kolejne dwie za jedną setną sumy jaką dałam w internecie. Więc po czterech i pół roku mojego stażu lalkowego głoszę tę jedną prawdę: ludzie, przed kupnem lalek idźcie do centrum chińskiego. Może kupicie ją za 2,30zł zamiast 20$.
Jeśli ktoś zainteresuje się tematem oto oficjalna angielska strona:
www.ddung.ca
Moje plany nie ograniczają się oczywiście do zbierania ich. Dlatego dwie już stoją bez włosów, makijażu i ubrań. Efekty już niedługo.
Fun fact: Chińskie podróbki są lepiej wyważone i stoją, w przeciwieństwie do koreańskiego orginału.
To moja panna - ddung mini # 21, żałuję że wszystkie lalki nie przychodzą w takich rozkosznych opakowaniach.
A to pierwsza próba repaintu. Oczywiście do poprawki:
-
Nowoczesny:
-
sorridere:
-
Adelajde21:
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (20) ›